O szkoleniu na żeglarza w Chorwacji

Najnowsze

Podsumowanie i zakończenie

Blog powstał w celu komunikacji z moją rodziną i znajomymi w kraju. Wyjeżdżając z Polski nie wiedziałem czy będę go tak naprawdę prowadził. Okazało się, że posiadając „Smartfoniasty” telefon Samsung Galaxy S można z powodzeniem wklepać trochę tekstu na gorąco i pchnąć to w postaci e-maila na bloga opierając się na koszmarnie drogim roamingu danych. Większość zdjęć została uzupełniona już po powrocie do kraju. Tak samo jak literówki, polskie ogonki i inne drobne błędy. Treści wpisów postanowiłem jednak nie zmieniać, nic nie dopisywać. Niewątpliwie lepszym rozwiązaniem było by zabranie palmtopa i/lub zakup lokalnej karty GSM prepaidowej do transmisji danych. No ale miał to być rejs szkoleniowy a nie poligon internetowy.

Marcin

PS. Znajomi tak jak planowali przyjechali w sobotę samochodem z Polski. Okazało się że w ostatnim momencie jedna z osób zrezygnowała i mają jedno wolne miejsce na jachcie. Więc po wykonaniu kilku telefonów do polski długo się nie zastanawiałem – zostałem na drugi tydzień. Tym razem już na luzie.

Egzamin

Facet wziął paszport i czyta moje imię: Marcin. Przedstawił się ze on jest Martin wiec podaliśmy sobie ręce i uśmiechneliśmy się do siebie. Czyta dalej ze urodziłem się w Gdańsku. Ja potwierdzam, ze to portowe miasto etc. Zadaje pytanie o język w jakim ma być prowadzony egzamin. Wybieram angielski. Przed nami leży mapa, zadaje kilka pytań z obiektów znajdujących się na mapie. Potem prosi abym podał współrzędne wskazanego punktu na mapie. Biorę przenośnik do reki a tu niespodzianka: końcówka przenośnika drga na mapie na dobre kilka milimetrów. Jednak bylem zdenerwowany pomimo dobrego wejścia i poprawnych odpowiedzi na dotychczasowe pytania. Starając się opanować drżenie rąk odkładam odległość na boku mapy ale źle odczytuje jeden z wyników. Gość mnie poprawia jakby rozumiejąc, że jest to oczywista pomyłka w zliczaniu kresek na podziałce w wyniku zdenerwowania. W trakcie rozmowy wtrącam jakiś wyraz po niemiecku. Pyta się wiec czy niemiecki tez znam. Odpowiadam ze tak. Wiec próbuje zadawać pytania w tym języku. Ja jednak odpowiadam, ze terminy żeglarskie po niemiecku są mi obce i wracamy na angielski. Dostaję jeszcze kilka nocnych światel nawigacyjnych do odczytania. Odpowiadam tylko ogólnie bez wdawania się w szczegóły wszystkich informacji jakie można podać o tej jednostce. Ostatnim pytaniem był sposób wezwania pomocy do chorej osoby na pokładzie. Czyli radio UKF 16 kanał i wywołanie pan-pan. Cały egzamin trwał 15 minut razem z rozmową wstępną i wypisywaniem papierów na koniec.  ZDAŁEM! Wychodzę na zewnątrz z szerokim uśmiechem.

Egzamin zdany!!!!!

Nie było tak żle. Pojechalismy samochodami ok 1100 do Zadaru. Tam w kapitanacie portu papierkologia czyli paszport 2 zdjęcia  i 855 kun opłaty. Zdjecia zabrane z kraju były za duże wiec szybki skok na miasto po nowe fotki i powrót do kapitanatu. Egzamin rozpoczyna się od 1300. Przyjechali Czesi i kilku Niemców w sumie jest nas ok. 60 osób. Stoimy przed dość zaniedbanym budynkiem ale jest cień i spokój. O 1300 przyszło trzech gości z kapitanatu i rozpoczął się egzamin. Jeden egzaminator na jedną osobę. Stałem na początku kolejki. Pierwsze osoby wyszły: „zdałem ale latwo nie bylo”. Wchodzę ok 1330. Nie mam stresu, wiem że mam wiedzę wystarczy zachować spokój. Oczywiscie trochę się miesza w głowie ale postanowiłem się na chwilę przed wejściem wyłączyć z rozmów o tym co nas czeka i wyciszyć. Butelka wody w plecaku była dobrym pomysłem. Drzwi się otwierają, wchodzę… starzy pan z siwą brodą. wygląda na sympatycznego. Siadam, daje paszport i papiery z kapitanatu….No i się zaczyna! Po 15 minutach wychodzę szczęśliwy! Zdałem. Teraz jeszcze z papierkami do biura kapitanatu i po 30 minutach mogę odebrać dokument „Voditelj Brodice”

Przed egzaminem

Siedzę na ławce przed biurem Adriatic Charter w Sukosanie. Gotowy aby wsiaść do samochodu i pojechać do Zadaru. Gorąco! A ja w długich spodniach. Oj dopiecze nas w Zadarze! Egzamin wewnętrzny wczoraj zdany. Wiedza w głowie poukładana. Nie przewiduje problemów. Szkoda że kończy się ten tydzień. Z mojej ekipy wszyscy jadą od razu po egzaminie do Polski. Ja wracam na jacht i śpie na nim sam. Autokar mam dopiero jutro o 1800. Dobrze, że przyjeżdżają jutro znajomi na rejs. Będzie wesoło, posiedzę z nimi, czas oczekiwania na autobus szybciej zleci.

Ostatni dzień na morzu.

W Betinie darmowego wifi nie było. Można wprawdzie wykupić dostęp za 4 euro/godzinę ale nie miałem czasu i ochoty użerać się z tym płatnym wifi przez telefon komórkowy. Poszliśmy na pyszne jedzonko. Stek w sosie pieprzowym – palce lizać. Dzisiaj rano odpaliliśmy katarynkę i wracamy do Sukosanu po drodze wchodząc do zatoki przećwiczyć stawanie na kotwicy. Zabieram się za powtarzanie materiału. Jutro egzamin w Zadarze.

This slideshow requires JavaScript.

Powoli do przodu czyli nie ma rzeczy niemożliwych!!

 

Jest sroda plyniemy z mariny na wyspie Zut do Betiny na Muterze. Pogoda jak drut. Lekki wiatr w plecy wiec silnik miarowo mruczy na 2000 obrotow. Pawel zdaje nawigacje wiec siedzi za sterem z mapa obok siebie. Reszta robi co chce. Wczoraj byla poprawka ze swiatel. Wszyscy zdali. Tak malo byc, jak sie poduczylismy to poszlo spiewajaco. Zreszta nie ma wcale az tak duzo do przyswojenia jak sobie to poukladalem w glowie w logiczna calosc to poszlo gladko. Dzisiaj rano test z radia i lokalnych przepisow oraz dokumentow jachtowo-charterowych poszedl wszystkim b. Dobrze. Potem zaczelismy cwiczenia w cumowaniu do keji tylem z muringami i cumami. Kazdy mial dwa podejscia do pustej keji oraz jedno w luke pomiedzy dwa inne  nasze jachty. Skwar i slonce troche przeszkadzal ale puszka zlotego zimnego plynu dodawala nam sil i animuszu. Rano wial ze skosa dopychajacy wiatr 3-5 w potem sie okrecil do odpychajacego od keji. Bylo wiec za kazdym razem troche inaczej. Atmosfera super. Smiechu i zartow bez liku. Dzisiaj w marinie bedzi free wifi wiec puszcze jakies foto.

Manewrowanie tak! Teoria nie!

Poranny test z locji niezdany. Zasada jest prosta: z 5 pytań 3 muszą być zaliczone. Ale.zaliczone na tip-top! Mam wiec dwa testy w plecy a jutro rano kolejny z radia i przepisów lokalnych. Materiał teoretyczny zaczyna sie nawarstwiać i trzeba każdą wolną chwilę spędzać na nauce. Po tylu latach nie uczenia się i przy takiej super pogodzie jaka się dzisiaj zrobiła to po prostu boli. Dzisiaj rano do 1300 ćwiczyliśmy w marinie podejścia do kei tyłem. Polegało to na tym, ze każdy z nas po kolei przejmował ster i manewrując w miejscu czekał na polecenie: „podejdź w to miejsce” liczyło się wszystko: sprawne wprowadzenie w bieg wsteczny, wybór sposobu podejścia, utrzymanie prędkości etc. Poszło mi dobrze, marina zresztą pusta i szeroka jak stodoła i praktycznie brak wiatru. Nawet przyjemne było takie kręcenie się w miejscu. Tak jak nasz skiper słusznie zauważył: przez ten tego dnia zrobimy tyle podejść do kei ile skiper robi w trakcie kilku tygodniowych rejsów.Ach i wczorajsza kolacja! Chłopaki faktycznie znają tutaj każde ciekawe miejsce. Knajpka trochę dalej od portu ale stół się uginał od owoców morza i jagnięciny. Przyznam się, że ośmiornicy i kalmarów nie jadłem jeszcze tak pysznych. Za 6 osób zapłacilismy 1000 kun. Nawet nie tak drogo. Wrócilismy wszyscy na jachty w doskonałym nastroju. Teraz idziemy na silniku do mariny ACI na wyspie Zut. Tam jutro będziemy ćwiczyć cumowanie z muringami i cumami.  Może w marinie będzie internet wifi to wgram trochę zdjęć.        (Zdjęcia dodałem już z domu, po powrocie)

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.